Durarara! Seria przewidziana na 24 epizodów, po obejrzeniu 12 muszę powiedzieć, że... z niecierpliwością czekam na następne. Anime przypadło mi do gustu od samego początku, ale to zapewne dlatego, iż gustuje w tego typu anime. Formą bardzo podobne do Baccano, jednak nic w tym dziwnego, gdyż oba anime są tego samego autora. Specyficzne budowanie nastroju każdego odcinka w formie spoilera na początku i rozwijaniu go w dalszej części, co daje zadowalający efekt końcowy. Każdy odcinek ma w sobie coś ciekawego, interesujące monologi bohaterów i sporadycznie gwałtowniejsza akcja buduje naprawdę znakomity klimat. Jeśli chodzi o bohaterów, to jest również ciekawa sprawa, gdyż nie ma wyraźnie zaznaczonego głównego bohatera, a uwaga skupiona jest w każdym odcinku na poszczególnych uczestnikach wydarzeń.
Miejsce akcji osadzone jest w Ikebukuro, jednej z dzielnic Tokio rządzonej przez kolorowe gangi, do której to przybywa jeden z bohaterów - Mikado Ryugamine, który zamierza uczyć się w tamtejszej szkole. W anime pojawiają się ciekawe postacie jak na przykład Dullahan - bezgłowy jeździec snujący się bezszelestnie po ulicach Tokio, albo człowiek rzucający automatami z napojami ^.^
Moje odczucia po obejrzeniu dwunastu epizodów są jak najbardziej pozytywne. Po pierwszej połowie serii jestem usatysfakcjonowany, zobaczymy co przyniosą przyszłe odcinki, ale nie sądzę abyśmy się zawiedli. Zatem pozostaje nam czekać na kolejne odcinki...
Jak oceniasz to anime?
Zaloguj się na stronie, aby móc głosować!
Osoby wrzucające serie, nie są osobami tłuamczącymi serie, tłumaczenia(w większości) nie są wykonywane przez członków naszej ekipy, lecz pobierane z ogólno dostępnych źródeł w sieci.
Najlepsze anime w tym roku 'so far', jeśli chodzi o moje osobiste preferencje. Kreska niesamowita, bardzo dawno nie widziałem tak wykonanych teł, każda jedna scena jest doskonała, liczba detali jest tak olbrzymia, że nie mogę pojąć jak oni to zrobili. W necie są nawet teorie, że to obraz prawdziwego miasteczka nagrany kamerą i komputerowo obrobiony na anime z dostawionymi obiektami ruchomymi.
Fabularnie od początku było wiadomo jak potoczy się historia i czym są Aku no Hana. Bystrzejsi zorientowali się najpóźniej w drugim epizodzie jak potoczy się ciąg dalszy, więc nie powiem, żeby była tu jakaś rewelacja. Storyline jest po prostu dobry i przedstawia ciekawą i dynamiczną historię kilku osób. Jednak to nie fabuła miała tu być najważniejsza, a klimat, emocje. No i wyszło. Mistrzostwo, każdej sekundzie każdego epizodu towarzyszy uczucie wzrastających Aku no Hana. Stają się większe i większe, emocje i stawka wzrastają, teoretycznie kulminacyjny moment okazuje się być tylko początkiem kłopotów etc.
Przykre jest tylko to, że pierwszy raz od tak dawna trafia się propozycja dla inteligentnego widza (a każdy bodaj się za takiego uważa) i okazuje się, że 95% populacji stwierdza: "gópie, bo nie rozumiem wtf?"
Nie ma wiele morałów w tym tytule, nie trzeba wyciągać wniosków, ani uczyć się, ale do utożsamienia się z którymkolwiek z bohaterów trzeba niestety oleju w głowie, którego zaczyna powoli brakować na skalę globalną.
Do wszystkich hate'erów - idźcie oglądać pokemony czy inne naruto, SaO, Tytanów i resztę bajek, a czegoś, czego nie rozumiecie.... nie komentujcie. No i oczywiście pozdro dla fanów.
Nakamura ftw!
Świetne. Za bardzo nawet nie trzeba się rozpisywać, wcześniejsze komentarze dobrze oceniają tę seryjkę. Obejrzałem w całości (no bo jak inaczej? oglądać po 3 rozdziały czy jeszcze dziwniej?) i powiem że nie miałem serca przerywać seansu w połowie.
Jeśliś obaczył Bake i Nise będziesz zachwycony, jeśli lubisz inteligentny humor będziesz zachwycony, jeśli lubisz Hanekawę czy koty też będziesz zachwycony. Ale... jeśli najbardziej śmieszą cię toporne gagi i te co sezonowe komedie, raczej nie masz tu czego szukać.
Przyszedł czas na odcinek jedenasty i o paru rzeczach chciałbym coś powiedzieć.
Po pierwsze, nie spodobał mi się charakter festiwalu, ogromna ilość przygotowań i pracy, którą musieli zrobić uczniowie. Nie wiem, czy w rzeczywistości tak by to wyglądało - raczej wątpię, choć do końca też nie wiem. To całe nadzorowanie, nadążanie z terminem jest lekko sztuczne.
Po drugie, jak już o festiwalu mowa - należy się pełna pogarda dla postaci Sagami, dziewczyny wyręczającej się ciężką pracą innych członków komitetu, a dodatkowo totalnie nieodpowiedzialnej.
Chciała zbudować sobie świetną opinię, ale ostatecznie została obiektem śmiechu na swojej nie do końca udanej przemowie.
Hachiman w kwestii ostatnich wydarzeń ma rację - widzi, że tylko część zespołu naprawdę pracuje i wyraża się o tym na forum całego komitetu. Swoją drogą mówi to w sposób, jakby to on był najbardziej dotknięty, jednak myślę że zrobiło mu się (chociaż trochę) żal Yukinoshity, która miała wszystko na głowie. W ten sposób coś osiąga - bohaterka "normalnie" się z nim żegna, czyli otwiera się. A to zawsze działa w dwie strony.
Yui stanowi tu coś spajającego bohaterów. Rozmawia to z jednym to z drugim, tak by zawsze byli razem i zostali w końcu prawdziwymi przyjaciółmi.
Warto tu jeszcze wspomnieć pewną zabawną scenę, ale taką naprawdę śmieszną. Mianowicie interpretacja "Małego księcia" i gra Totsuki i Hayamy. Do tego wtórująca im kobieca widownia, wątek yaoi i fanek tego gatunku. Dodać do tego teksty, komentarze Hachimana, fajnie przetłumaczone przez S-M Front Robotniczy. Swoją drogą chłopakom dobrze idzie ta seria.
Wydaje mi się, że charakter Hachimana nie zmieni się zbytnio do końca anime, choć może dzięki festiwalowi otworzą się nieco z Yukinoshitą.
Nadal twierdzę, że seria skończy się na tym, że nasza trójka stanie się prawdziwą grupką przyjaciół. Mimo wszystko, Hikigaya chyba na pewno nie dostosuje się do reszty (społeczeństwa), a już na pewno nie do klasy. Jest raczej twardy w swoich przekonaniach i pesymistyczno-racjonalnie słuszny.
haha, anime swietne ;d Taka dobra komedia .
Obejrzalam ta serie w jeden dzien, chociaz to nie jest nic nadzwyczajnego .
Jak tylko znajde zabieram sie za druga serie .
Opening mnie rozwalil po prostu . Dziwki, wino i pianino xD Padlam .
Postacie byly srednie, najbardziej to chyba polubilam Tadayashiego .
Pomysl na anime po prostu cudowny . Jedno z tych wyrozniajacych sie .
Duzo bylo informacji ale chyba juz wszystkie zapomnialam ;d
ZWARZYMY CIE! ;d
Anime ma świetną fabułę, jednak kreska nie przypadłą mi do gustu, postacie mają strasznie wysokie czoła, a oczy wręcz straszyły xD
Muzyka bardzo mi się podobała, bardzo mnie wciągnęło i szybko miałam anime za sobą. Podoba mi się podkreślenie problemów życia codziennego, a nie jak w wielu anime są one zignorowane i wszystko jest jak w wielkiej idealnej rodzince.
Trochę mnie irytowała Hachi, właściwie to jej charakter.
Anime na pewno godne plecenia, przedstawia na prawdę piękną choć niestety nieprawdopodobną historię.
Anime, które od samego początku było skazane na stanie w cieniu Steins;Gate - w końcu trudno nie przywołać tego anime gdy mówimy o Robotics;Notes. Jednak bez porównywania - dobrze zrobione anime. Z jednej strony mamy perypetie członków klubu robotyki, w którym może nie wszyscy wykazują tak energiczne działanie jak jego liderka, z drugiej strony tajemnica, jakieś dziwne raporty, zagadkowy program. Twórcy sprawnie połączyli te dwa wątki, jednak w miarę upływu kolejnych odcinków brakowało czegoś, napięcie narastało i ostatecznie nie było takiego punktu kulminacyjnego, momentu gdzie można byłoby powiedzieć "wow, to jest to". Graficznie anime wypada dobrze, muzycznie zdecydowanie większą uwagę zwraca drugi opening, choć pierwszy też niczego sobie. Ostatecznie dostajemy dosyć przeciętne anime, które trudno powiedzieć czy przez chwilę poważnie próbowało wybić się ponad poziom.
Do polecenia fanom zarówno szkolnych klimatów, jak i lubiących tajemnice i dreszczyk emocji. Nie należy jednak podchodzić do tytułu ze zbyt dużymi oczekiwaniami (szczególnie mając w pamięci steins;gate).
Anime jest ok, oglądałam lepsze, ale zdarzały się tez gorsze. Chyba największą wada jest jakość obrazu i dźwięku ale to już nie wina anime ;)
Musze przyznać, że wiele bohaterów czasami mnie irytowało, mimo tego oglądało się przyjemnie. Kreska i muzyka taka sobie, cóż nie oszukujmy się, szału nie ma, jednak nie chcę nikogo zniechęcać. Akcja toczy się bardzo szybko i myślę, że to jest wielka zaleta. :)
Niektóre sytuacje wydawały mi się zbyt nierealne, szczególnie to, że np. tylko jeden dom się zawalił, i akurat przyjaciel ojca tak bezinteresownie, bez żadnego problemu przygarnia obcą rodzinkę, a ta żyje sobie na cudzy rachunek przez tyle czasu bez żadnych wyrzutów sumienia, oraz co najdziwniejsze dla mnie zaraz po wyznaniu miłości ślub, jakby po prostu nie mogli chodzić ze soba ;) Takie rzeczy się raczej w życiu nie zdarzają, no ale jak wiadomo to anime :)
Po pierwszych kilku odcinkach chciałam odstawić to anime, ale przetrwałam i cieszę się, bo z czasem mnie bardzo wciągnęło.
Główna bohaterka zauroczyła mnie niewinnością i życzliwością, ale irytowało mnie to jak dogłębnie analizowała każde słowo i każdą sytuację.
Kreska raczej taka sobie, muzyka też. Odrzucały mnie niektóre kolory, szczególnie mundurków, ale nie jest źle.
Zdarzało się, że się śmiałam ale tez płakałam, na pewno polecam :)
pierwsze 9 odcinków takie sobie, gdyby zebrać konkretne sceny walk i info to byłoby może ze 4 odcinki pełne. Teraz 10 i 11 to juz wielkie gówno, to jest najgorsze co może być w japońskim anime - pieprzona japońska filozofia. Uwielbiają żabojady wlewać swoje żale w anime aż odechciewa się oglądania. W tym anime robią wielkie skoki czasowe ale robią też przedłużenie akcji o tę własnie porypana japońska gadkę.
pierwsze 9 odcinków takie sobie, gdyby zebrać konkretne sceny walk i info to byłoby może ze 4 odcinki pełne. Teraz 10 i 11 to juz wielkie gówno, to jest najgorsze co może być w japońskim anime - pieprzona japońska filozofia. Uwielbiają żabojady wlewać swoje żale w anime aż odechciewa się oglądania. W tym anime robią wielkie skoki czasowe ale robią też przedłużenie akcji o tę własnie porypana japońska gadkę.